25 września 2005 r. wszystko miało się zacząć. Prawo i Sprawiedliwość wygrało wybory parlamentarne, miała powstać koalicja PiS – PO, miały ruszyć wielkie projekty, reformy, Polska miała dostać cywilizacyjnego kopa i co z tego dziś zostało?

Pomimo, że nie powstała wymarzona (przynajmniej dla mnie) koalicja, PiS miał dobry początek rządów. Kazimierz Marcinkiewicz szybko stał się najpopularniejszym premierem III RP. Rząd zbudował swój pozytywny wizerunek (stąd też śmieszą mnie dziś wszystkie głosy jak to PiS musiał walczyć z nieprzychylnymi mediami) szkoda tylko, że niewiele potrafił zrobić. Powstała fatalna koalicja PiSu, Samoobrony i LPRu nazywana tercetem egzotycznym. Popularność szybko znikła (na własne życzenie), a sama koalicja niewiele przyniosła dobrego, co więcej Jarosław Kaczyński dobrych polityków i fachowców zaczął zastępować politycznymi miernotami. Ten proces trwa do dziś.
 
Platforma utrzymała swój pozytywny wizerunek, ale na tym etapie pozostała, bojąc się go utracić. Z partii konserwatywno – liberalnej stała się prawicowo – centrowo – lewicową frakcją, gdzie każdy wyborca znajdzie coś dla siebie. Z ważnych reform tylko jedna – pomostówki. Politycy PO, którzy mieli zmieniać Polskę często zajęli się promocją swojego wizerunku. Najlepszym tego przykładem jest przewodniczący komisji Przyjazne Państwo – Janusz Palikot. Człowiek, który miał się zająć ułatwianiem życia przedsiębiorcom i zwykłym Polakom nie dokonał w tej materii właściwie niczego. Zajmując się bezpardonowymi atakami na prezydenta stworzył swoją popularność. Polska jako tako się rozwija dzięki funduszom unijnym, które na szczęście obydwa gabinety potrafiły w miarę wydawać.
 
Cóż, po tych pięciu latach bilans wychodzi na minus. Po fatalnych rządach SLD niewiele się poprawiło. Platforma częściej zarządza niż rządzi, a Prawo i Sprawiedliwość przestało być dla niej jakąkolwiek alternatywą. Na horyzoncie nie widać żadnej trzeciej siły, a problemy nie znikają. Pocieszeniem może być to, że Polska swój złoty okres przeżywała mimo średnich, a często słabych rządów. Tylko, że nie zawsze musi się nam tak udawać.